• Wielka wojna w powiecie jarosławskim

    • Wybuch wojny

      Kiedy wybuchła wojna rzeczą jasną było, że dla powiatu i dla Polski nastaną inne czasy. Informacja o wybuchu wojny pomimo ogromnego rozgłosu zaskoczyła mieszkańców wsi. W Mołodyczu pozostali tylko starcy, kobiety i dzieci. Wszyscy zdolni do noszenia broni, to powożenia końmi zostali zmobilizowani do armii austriackiej. W sierpniu oddziały te ciągnęły na wschód - w kierunku Dzikowa i Oleszyc. Czasem przez całe popołudnie nie można było przeprowadzić bydła przez drogę bo piechota szła i szła.

      Zdjęcie przedstawia wojsko austriackie na Chodaniach.

      Szturm na Wiązownice

      17.06.1915 r.

      Mołodycz

      Mołodycz jest wsią położoną w Kotlinie Sandomierskiej na południowym wschodzie Garbu Tarnogrodzkiego, 2 km na półnoć od rzeki LUbaczówki. Wieś leży na piaszczystej i lesistej równinie 210-220 m n.p.m. w widłach dwóch małych dopływów Lubaczówki: Bech i Radawka.

      Zdjęcie zrobione w Mołodyczu 16.06.1915 r.

      Zdjęcie przedstawiające wojskowych przy gospodarstwie mołodyckim

      16.06.1915 r.

      Na zdjęciu przedstawiony gospodarz z Radawy

      21.05.1915

      Przebieg wojny w Mołodyczu

      W miesiącach jesiennych w Mołodyczu stacjonowali Rosjanie. Ogromne masy żołnierzy przelewały sie przez Mołodycz w kierunku Sieniawy, w okolicach których sforsowano San. Toczyły się tu ciężkie boje, ale wtedy pociski nie sięgały Mołodycza.

      Pożar w Zapałowie

      Ostrzał altyleryjski w Buczynie 1915 r.

       

      Na wiosnę 1915 roku ruszyła wielka ofensywa niemiecko-austriacka i znowu rozgorzały boje na linii Sanu. Wkrótce front przybliżył się do Mołodycza, a nową linię wyznaczała Lubaczówka, która trzy razy przechodziła z rąk do rąk. Front zatrzymał się tu na prawie osiem tygodni (od połowy maja do 15 czerwca 1915 r.). Mołodycz pokrył się masą ziemnych umocnień, rowów strzeleckich, stanowisk rosyjskiej altylerii oraz polowych szpitali. Rosyjska obrona rozbudowana była na głębokość 10 km. Pierwsza linia zbudowana została wzdłuż Lubaczówki, a ostatnia skupiona była przy drodze Oleszyce-Sieniawa. Stanowiska altyleryjskie rozłożone były głównie w Woli Mołodyckiej i lesie Horaj.

      Niemcy strzelali z ciężkich dział kolejowych z Jarosławia oraz z armat mniejszego kalibru zza Lubaczówki. Pociski padały gęsto, płonęły gospodarstwa, ginęli cywile. W tym czasie w Radawie spłonął stary modrzewiowy kościół. Według wspomnień Marii Szwajczak "Rosjanie stacjonowali w ochronce, porozbijali wszystkie zamki, poniszczyli piece, pomimo protestu sióstr zakonnych wynieśli wszystkie ławki i spalili chcąc uchronić się od nocnego zimna. W tym czasie spłonęła większa część Grobli, było wielu zabitych, ludzie zaczęli masowo uciekać do lasu choć i tam nie było bezpiecznie." Front po mału zaczął się przesuwać na północ, znowu rozgorzały krótkie boje o zdobycie szańców wzdłuż drogi Oleszyce-Sieniawa, płonęła teraz Wola i inne przysiółki.

      Wspomina Katarzyna Szwajczak "Obok naszego domu na łące jakiś ksiadz z brodą odprawiał nabożeństwa dla żołnierzy

      Zdjęcie przedstawiające księdza na froncie.

      1915 r.

      Na sąsiednim placu był szpital pod namiotami, ciągle było słychać jęki rannych, a wielu z nich umierało. Tych którzy umierali grzebano na początku dębowego zagajnika koło krzyżówki".

      Wspomina Aniela Horodko "Rosjanie jak się cofali to palili za sobą wszystkie zabudowania, tak że Hojsaki spłonęły niemal zupełnie. Później przyszli Niemcy i Austriacy to ewakuowano nas aż za Radawę na pastwisko w Łapajówce, bo tu miały być jakieś wielkie boje. Byliśmy tam około tygodnia po czym wróciliśmy do wsi, front był już daleko".

      Wojna - wspomnienie

      „Już, na samym początku walk na Lubaczówce spłonął drewniany kościół w Radawie i inne zabudowania. Sama Radawa wówczas znalazła się po stronie austriackiej. Moja miejscowość Cienkie znajdowała się 1 km od niej, ale już po stronie rosyjskiej. W tym czasie jak płonął kościół, od austriackich kul zapaliły się budynki mego dziadka Stefana Orzechowskiego. Dziadek z moim wówczas 10 - letnim ojcem Eliaszem zaczął wynosić z płonącego domu co ważniejsze rzeczy. Austriacka seria z karabinu maszynowego skosiła dziadka. Ojcu nic się nie stało, bo seria przeleciała tuż nad jego głową. W moim przysiółku wszystkie budynki spłonęły, gdyż znajdowały się zaledwie kilkaset metrów od Lubaczówki, były kryte przeważnie strzechą co powodowało, że ogień prędko się rozprzestrzeniał i o ich gaszeniu nie było nawet mowy.” - A. Orzechowski, Okruchy wspomnień o I wojnie światowej.

      Obraz wojny na łamach prasy i na stronach żołnierskich pamiętników

               W czasach, o których piszemy większość społeczeństwa bardzo mocno interesowała się bieżącymi „wypadkami wojennymi”, ale dostęp do prawdziwych informacji wcale nie był łatwy. Musimy zdawać sobie sprawę, że toczyła się wojna, działały służby wywiadowcze (szpiegowskie). Władze w przypadku niepowodzeń na froncie bardzo chętnie obwiniały wymyślonych i domniemanych szpiegów. Oskarżenie o sprzyjanie stronie przeciwnej było bardzo niebezpieczne i groziło ciężkim więzieniem, a w niektórych przypadkach utratą życia.

      Specjalne wojenne komunikaty musiały przejść przez solidną cenzurę, zanim pojawiały się na łamach prasy. Oczywiście każdy, nawet najmniejszy sukces starano się pokazać jako wielkie zwycięstwo, a porażkę odpowiednio umotywować. Nic więc dziwnego, że informacje o toczących się walkach w maju i czerwcu 1915 roku w rejonie Przemyśla i Jarosławia trafiały na pierwsze strony „Dziennika Cieszyńskiego”. Redakcja tej gazety opatrywała komunikaty własnym tytułem, trochę sensacyjnym i agitacyjnym.

      W trakcie ciężkich walk nad Sanem i Lubaczówką w gazecie, zazwyczaj na pierwszej stronie, można było przeczytać:

      Na całym froncie od Nowego Miasta nad Pilicą, aż na południe Dniestru, w okolicy Doliny, wkraczają armie sprzymierzone. Rudnik nad Sanem i Leżajsk zdobyły wojska nasze, Jarosław niemieckie. (…)Koło Jarosławia i na północ od niego udało się w paru miejscach przejść przez San. O Przemyśl toczą się walki.(…) Urzędowo donoszą pod datą 19 bm.: Wojska sprzymierzone, które wkroczyły na wschodni brzeg Sanu, odparły wczoraj znaczne siły rosyjskie, które ponownie usiłowały się przedostać na północny wschód od Jarosławia, poza Lubaczówkę. Zdobyliśmy Sieniawę, zdobywając tu także przejście przez San. Ujęliśmy przy tym 7000 jeńców i zdobyliśmy 8 dział. Usilne kontrataki nieprzyjacielskie zostały krwawo odparte. (M. Wieliczko, Walki w okolicach Twierdzy przemyskiej w latach 1914-1915 na łamach prasy polskiej, Przemyśl 1992, s. 38-39).

      Jak widać, z powyższego tekstu przebija chęć pokazania ogromu działań, trudu, szybkich sukcesów własnej armii, która zdecydowanie realizuje przyjęte cele. Zupełnie nie widać tu człowieka, w tym wypadku zwykłego żołnierza, który miał wykonywać rozkazy, maszerować, walczyć…

      Na większości pól bitewnych było podobnie, bez wielkich zrywów i niezwykłych zdarzeń. Nieodłącznymi towarzyszami żołnierzy stawały się niezwykle ciężki trud, walka, rany i wszędzie obecna śmierć. Taki obraz wojny przedstawia we wspomnieniach Werner Dittmann, żołnierz niemieckiej jednostki z Hanoweru, który w maju 1915 roku znalazł się na prawym brzegu Sanu i brał udział w zdobywaniu Wiązownicy, a następnie forsowaniu Lubaczówki pod Zapałowem. W tych dniach zapisał:

      18 maja 1915 r.

      Przed nami na horyzoncie widać ciąg pojedynczych drzew, jest tam wioska Wiązownica, którą chcemy zaatakować jak najszybciej. W pełnym biegu dostaliśmy się pod linie obronne Rosjan, które były masakrowane przez naszą artylerię. Pędziliśmy do przodu, wszędzie roiło się od kul piechoty i granatów. Strzelały nasze karabiny maszynowe, na obrzeżach wsi słychać świst szrapneli. Słońce pali, biegniemy i dyszymy, coraz bliżej zbliżamy się do wioski. Ogień wroga staje się słabszy, gdy zbliżamy się szturmem na bliską odległość. Rosjanie podnoszą ręce. Dalej szturmuję z moim plutonem, chcemy przejąć artylerię, która strzela do nas z bliska, z odległości 1000-1400 m. Rosjanie jednak szybko zwijają się i uchodzą. Każdy strzela, jak może.  Ale my jesteśmy zbyt zmęczeni szturmem, by celnie strzelać do uciekającej baterii. (…) O zmierzchu ogień ustaje, podjeżdzają kuchnie polowe i możemy zjeść spóźniony obiad w pobliżu cmentarza.                                                                                                                                                                                                                                      
      19 maja 1915 r.

      Jesteśmy bombardowani przez wroga. (…) Opodal mnie zginął żołnierz, trafiony pociskiem w głowę. Wreszcie po południu jest komenda do ataku. Skocznie idziemy łąkami. W naszym połączonym pułku lewe skrzydło nieco pozostaje, drugie jest pod ciężkim ostrzałem. Rosjanie atakują. Wkrótce kompanie mogą się zgromadzić pod osłoną lasu, przez który maszerujemy na Kubachy, małą wieś nad Lubaczówką, gdzie ponownie tworzymy front i okopujemy się na skraju lasu.

      Porucznik Dittmann w schronie.

      Dopiero po trzech dniach udało się ruszyć z miejsca dywizjom walczącym pod Sieniawą.  26 Dywizja strzelców wraz z 22 niemiecką DP 15 czerwca uderzyły z Jurowej Góry w kierunku na Dobrą i wyżynę na południowy wschód. Bardziej na wschód od niej nacierały 11. i 119 DP.

      15 czerwca 11. DP zdobyła umocnienia Bubnowej Góry, a wieczorem dotarła do doliny rzeki Radawka. W krwawych walkach zdobywano kolejne miejscowości: Dobrą, Czerce, Czerwoną Wolę, Radawę, Mołodycz. Wieczorem 15 czerwca 1915 r., po zdobyciu okopów ciągnących się wzdłuż drogi Oleszyce- Sieniawa, oddziały 56 DP weszły do Woli Mołodyckiej, a następnie ruszyły w kierunku Miłkowa i Starego Dzikowa, wykonując manewr oskrzydlający Lubaczów od północy. Jeszcze tego dnia rozpoczęły się walki o miasto.

       

      Poszkodowani przez wojnę

      Komplikowały się losy żołnierzy w czasie wojny, także tych pochodzących z Mołodycza. Nazwiska niektórych z nich znalazły się na oficjalnych Listach poległych i zaginionych. Listy takie powstawały przede wszystkim na podstawie  informacji władz wojskowych, natomiast spisy przebywających w niewoli sporządzane były przez pracowników Czerwonego Krzyża i drogą oficjalną przekazywane do krajów, z których pochodzili żołnierze. Jako przykład skomplikowanych losów żołnierzy może tu posłużyć, zapewne tylko częściowy, spis nazwisk mieszkańców Mołodycza.

      Zginęli na froncie:

      - Matusz Stanisław kan. FKR 2 bat 3 ur. 1888, poległ 13 V 1916 r., pochowany we wsi Oderadz rejon Ołyka – Wołyń,

      - Zaobodny Jan szer. IR 90  ur. 1887 poległ 3 III 1917 r.,

      - Sokół Jan szer. IR 90 /2 ur. 1879 poległ 10 X 1916 r.,

       

      Ranni i chorzy:

      - Rokosz Albert szer. IR 90 ur. 1891 r. – postrzał ramion - w Szpitalu Rezererwowym nr 1 w Petrinie,

      - Buńko Michał szer. IR 90 ur. 1882 r. – rany postrzałowe – Szpital Miejski Bochnia,

      - Leśny Piotr pr. mag. ur. 1885 r. - potłuczony – szpital Brüx.

       

      Zaginęli bez wieści:

      - Rokosz Jan szer. SchR 34 MG komp.111 ur. 1883 r.,

      - Bała Stefan kpr. LsIR 22 ur. 1878 r.,

      - Matusz Albert szer. IR 90 ur. 1890 r.,

      - Matusz Andrzej szer. IR 90/4 ur. 1883 r.,

      - Buniowski Andrzej szer. IR 90 ur. 1896,

      - Sutkowy Tomasz szer. IR 90  ur. 1896 r.,

      - Krscilny (Krzcielny?, Kościelny?)  Teodor gefr. SchR 35 ur. 1883 r.,

       

      Trafili do niewoli rosyjskiej:

      - Buniowski Michał szer. IR 90 ur. 1881 r. – wieś  Skobelew gub. Fergana,

      - Lichołat Piotr szer. LIR 34 ur. 1874 - uciekł z niewoli – zameldował się w 33 komendzie landwery,

      - Cienki Jurko szer. LIR 34 ur. 1895 r. - w Szpitalu Ewakuacyjnym nr 77 w Kursku,

      - Bochno Michał zuksf. Fst. AR 3/16 ur.1891 r. – Samarkanda,

      - Adamiec Jan szer IR 90 ur. 1890 r. - Kereńsk – gubernia Pensa,

      - Adamiec Jan  szer. IR 90 /2 ur. 1882 r. - wieś  Skobelew gub. Fergana,

      - Zagrobelny Franciszek zuksf. LIR 34/8 ur.1885 r. - Tjumeń  gubernia Tobolsk,

      - Ożański Aleksander szer. IR 90 ur. 1891 r. –  Samarkanda,

      - Warcaba Jan szer. IR 90 ur. 1889 r. – Rosja,

      - Buńko Michał szer. SchR 17 ur. 1886 r. – Irkuck – Syberia,

      - Leśny Aleksander szer. LIR 34 ur. 1888 r. - wieś Baranul gubernia Tomsk.

       

      Analiza listy przez członków rodziny żołnierzy zawsze była wielkim przeżyciem, brak na liście danych o bliskiej osobie oznaczał dobrą wiadomość, rzeczywistość przeciwna oznaczała dramat dla całej rodziny. Przeżycia ludzi upamiętnia wiersz Eugeniusza Kusa pt. "Tym z lat 1914-1918"

       

       

       

      Widziałem cmentarz lubiany przez krowy,

      Albowiem rosła trawa tam bardzo soczysta…

      Chyba wiedział o tym ludek ”Chrystusowy”

      Prowadząc „żywicielki” na lepsze pastwiska?!

       

      Mając przepełnione swe serce miłością,

      Uzupełniając bez przerwy w niedzielę…

      Wciąż tym sposobem oddawał hołd kościom.

      Które „Zapomnianych” znaczyły pochówek.

       

      Wiatr się temu przyglądał, nie bardzo chciał wierzyć?

      A że był łagodny, lub też nie miał siły…

      Wyprosić „pasterza” od mogił żołnierzy,

      Na których łzy rosy zamiast ludzkich lśniły.

       

      Tak naprawde było i to niedaleko!

      Chętnie wskażę wszystkim żałosny ten wzgórek…

      Za drgającą srebrną, z piaszczystym dnem rzeką,

      Pośród szumu sosen z oczami wiewiórek?